Stuffed Bell Peppers. Colorful, Spicy and Vegan.

papryka21-e1533977048863.jpg

Stuffed peppers have a very long history in my family. Both of my grandmothers have been making them. My father considers himself a pro. I’ve seen them cooked, baked, stewed, steamed and boiled. Stuffed with rice, millet, buckwheat groats. Covered with bright red tomato sauce, topped with braised mushrooms or crispy fried onion. I’ve seen them overcooked, undercooked, burned.  They’ve been served for casual lunches, Sunday dinners, consumed as a snack and, if you’re my dad (who is a hardcore, old generation-eater) even for breakfast.

So yeah, what I’m trying to say here is that stuffed peppers are not a dish anymore. They’re an institution.

Which is exactly why I felt a little bit anxious when preparing them for dinner the other day… No, wait. I was actually petrified. Because with my own way of stuffing bell peppers, I’m both, a rookie and a rebel. There’s no rich sauces here. No long periods of stewing, broiling and boiling. And everything here is vegan (but you obviously can replace the vegan feta cheese with a regular one). So in the end, despite my fear of failing my guests’ expectations and betraying the family tradition, these peppers turn out to be delicious, nutritious and so easy to make. They’re very and refreshing, and the Kalamata olives combined with a bunch of different herbs give them this Mediterranean flavor, that will go wonderfully with your summery dinners.

papryczki-e1533976929226.jpg

  • 3 bell peppers (red, green, yellow or mixed), halved
  • 1 clove garlic, minced
  • 1 tablespoon extra virgin olive oil
  • 1 bag white/wholegrain rice
  • 1/2 cup pitted kalamata olives
  • 1 small sweet white onion
  • 1 medium tomato
  • 1/2 cup (vegan) feta cheese, crumbled
  • 5 sprigs fresh oregano
  • 1 cup fresh basil, chopped
  • 1 teaspoon chili flakes
  • salt and pepper to taste

papryy1

Preheat the oven to 230 degrees Celsius.

Halve the peppers, scooping out all the seeds. Toss peppers with olive oil, crushed garlic and a pinch of salt and pepper. Roast them in the oven for 20-25 minutes (till they get soft and begin to char).

Once the peppers are in the oven, bring a pot of salted water to a boil. Cook the rice accordingly to the instructions on a packaging and drain well.

Meanwhile, dice your tomato and onion. On a pan, heat up a tablespoon of olive oil and throw the onions in. When they’re soft and golden, add the tomatoes and cook for 3 more minutes.

Pit the olives and cut them into smaller pieces.

Now make the stuffing, combining onion&tomato mix with rice, olives, chili flakes and herbs.

Finally stuff the peppers, drizzle with lemon and/or lime juice and top with crushed (vegan) feta cheese. Serve warm or cold, preferably with a glass of good white wine!

papryy

stuffed bell peppers

papryyki

Pecan Salted Caramel Bars / Pekanowe batoniki ze słonym karmelem.

36383510_10213273173238871_492488691353124864_n

Hey, you know what?

I do have a problem with healthy, organic, vegan and whatnot sweets. Pale “energy balls” that only leave you craving something twice as sweet and totally unhealthy. Paleo cookies that taste like cardboard. “Skinny” bars that taste like nothing. So that’s why I’m extremely careful when it comes to making healthy desserts. I mean… I’m almost 26, I’ve had enough disappointments, so there’s no voluntarily asking for more, right?

But, but, but… This recipe is not one of them. Yes, it seems kinda complicated. Yes, it is quite pricey (still way cheaper than the store-bought fit bars!). Yes, it’s sometimes annoying that you have to store them in the refrigerator (but I doubt they’re gonna stay there for long).  But Sweet Lord, these are truly THE BOMB. Full of flavor, super satisfying and also good for your body (even if they don’t taste like it – you know what I mean). Just make them. Make them. You will not regret it. You will actually even thank me.

INGREDIENTS 

The Bottom Layer

  • 2 cups/ of almond flour (so basically ground almonds)
  • 1 cup of raw oats
  • 1/2 cup of nuts of choice, roasted or raw (and a few more, crushed, for topping)
  • 3 tablespoons of agave syrup
  • 2-3 tablespoons of coconut oil, melted (but not hot!)
  • 1 tbs of smooth peanut butter
  • a pinch of salt

Throw nuts into a blender and pulse for around 5 seconds. Set aside, and now blend oats until they turn into oat flour (so for around 30 – 60 seconds depending on the oats you’re using). Combine everything, using approximately 3/4 of crushed nuts (leaving the rest for topping). Once you’re done, the mix should be quite sticky (so add a bit more syrup if needed!).

The Caramel-y Layer 

  • 2 cups (around 350 grams) Medjool dates (pitted, obviously)
  • 1 tablespoon of coconut oil
  • 1/2 cup plant milk of choice (cashew milk in my case)
  • a pinch of cinnamon
  • 1/4 teaspoon (or more!) of salt

Remove pits from the Medjool dates (you can easily use a different kind of dates, but the big, soft ones work perfectly in this recipe!) and soak them in hot water for approx. 5 minutes. Once they’re soft and kind of gooey, throw them into a blender with the rest of ingredients and blend until they form a sticky, smooth paste. I recommend to add liquid gradually – you don’t want the stuff to get too runny!

 

Line a square or rectangular baking form with parchment paper (or aluminium foil). Spread the bottom layer onto the baking paper and press down – make sure it sticks together quite well. Now cover it evenly with the “caramel”, top with crushed nuts and refrigerate for 3 hours.

‘Chocolate’ Coating

  • 4 tablespoons of melted coconut oil
  • 6 tablespoons of cocoa powder
  • 3 tablespoons of agave syrup

Melt the coconut oil, but don’t let it get too hot (or, even worse, boiling!). Add cocoa powder and agave syrup and stir vigorously until there are no lumps in the mixture.

Remove the layered, crusty-caramel-y mix from the fridge and cut into bars. Then pour the chocolate coating over each and every bar and refrigerate for 30-45 minutes more. And voila, you’re good to go!

The caramel never freezes completely, so they’re ready to be eaten within seconds! Enjoy!

36389047_10213273173558879_5984700656806526976_n

Hej, wiecie co?

Mam problem ze zdrowymi, organicznymi, wegańskimi i Bóg-jeden-wie-jakimi-jeszcze słodyczami. Bladymi “kulkami mocy”, po których człowiek chce tylko wbić zęby w coś dwa razy słodszego i totalnie niezdrowego. Paleo-ciasteczkami o smaku tektury. “Odchudzonymi” batonikami, które smakują jak… nic konkretnego. Dlatego też jestem bardzo ostrożna w kontekście przygotowywania “zdrowych deserów”. Hej, mam prawie 26 lat – zaliczyłam wystarczająca liczbę rozczarowań, by ich sobie teraz dobrowolnie dokładać!

Ale, ale, ale… Ten przepis do nich nie należy. Tak, wygląda na skomplikowany. Tak, batoniki są dość drogie w wykonaniu (choć i tak o wiele tańsze niż te, które kupicie w sklepach). Tak, to, że trzeba je przechowywać w zamrażarce bywa upierdliwe (choć wątpię, że długo tam posiedzą…). Ale, Słodki Panie, to jest naprawdę kulinarny hit. Pełen smaku, super sycący i dobry dla naszego organizmu (chociaż wcale nie czuć tego w smaku – wiecie, o co mi chodzi!). No, ale dobra. Zróbcie je. Po prostu je zróbcie. Nie pożałujecie. A w zasadzie wrócicie, by mi podziękować.

SKŁADNIKI

Spód

  • 1 szklanki mąki migdałowej (czyli zmielonych migdałów)
  • 1 szklanka płatków owsianych
  • 1/2 szklanki “surowych” albo prażonych orzechów (i trochę więcej posiekanych do posypania po wierzchu!)
  • 3 łyżki stołowe syropu z agawy
  • 2-3 łyżki stołowe roztopionego (ale nie gorącego!) oleju kokosowego
  • 1 łyżka stołowa kremowego masła orzechowego
  • szczypta soli

Wrzuć orzechy do blendera i siekaj przez 5 sekund. Odstaw na bok i zblenduj płatki owsiane aż otrzymasz coś na kształt owsianej mąki (czyli przez jakieś 30-60 sekund w zależności od rodzaju płatków). Ręką lub łyżką, wymieszaj wszystkie składniki, wykorzystując około 3/4 orzechów (resztę zostaw do posypania) – gdy skończysz, masa powinna być dość zbita i klejąca (w razie potrzeby dodaj trochę więcej syropu z agawy!).

Karmelowa Warstwa

  • 2 szklanki (około 350 g) daktyli Medjool, pozbawionych pestek
  • 1 łyżka stołowa oleju kokosowego
  • 1/2 szklanki mleka roślinnego (w moim przypadku – z nerkowców)
  • szczypta cynamonu
  • 1/4 łyżeczki soli (lub trochę więcej!)

Usuń pestki z daktyli (możesz użyć innych, niż Medjool, ale te – duże i miękkie – rewelacyjnie sprawdzają się w tym przepisie). Mocz daktyle w gorącej wodzie przez około 5 minut, aż staną się miękkie i kleiste. Następnie wrzuć je do blendera z całą resztą składników i blenduj, aż powstanie gładka pasta. Uwaga, polecam dodawać mleko stopniowo – nie chcemy by masa stała się zbyt płynna!

Teraz wyłóż prostokątną lub kwadratową foremkę papierem do pieczenia (albo folią aluminiową) i rozłóż na niej masę na spód. Dokładnie wciskaj masę, upewniając się, że jest odpowiednio zbita. Potem pokryj ją równo “karmelem”, posyp resztką orzechów i wrzuć do zamrażarki na 3 godziny.

Polewa “Czekoladowa”

  • 4 łyżki stołowe roztopionego oleju kokosowego
  • 6 łyżek stołowych kakao
  • 3 łyżki stołowe syropu z agawy

Rozpuść olej kokosowy, ale nie pozwól, by się zagotował. Dodaj kakao i syrop z agawy i mieszaj (żwawo, żwawo!), aż pozbędziesz się wszelkich grudek.

Wyciągnij karmelowy spód z lodówki i pokrój na batoniki. Potem polej każdy batonik czekoladową masą i wrzuć do zamrażarki na kolejne 30-45 minut. I voila, wszystko gotowe!

Karmel nigdy kompletnie nie zamarza, więc batoniki są gotowe do jedzenia dosłownie w sekundę od wyjęcia z zamrażarki! Smacznego!

36337544_10213273173438876_8319403814729809920_n

Defense Mechanism: Staying Alive, Healthy and Sane. Mechanizm Obronny: Jak zachować życie, zdrowie i zmysły?

Easy Dishes ToMake For Your50th BirthdayDinner Party (2).png

Hey there! You know what?

I passed all of my exams and it means only one thing: three more weeks and I’ll be defending my master’s thesis! It also means that I’m in the middle of an exhausting preparation period and oh boy, I’m learning a lot: not only from my textbooks, but also from my own experience!

I thought it would be cool if I share some of these lessons – so say hi to my new series: The Defense Mechanism, where I’ll be sharing my defense-related wisdom : )  Today I’m going to be talking about staying sane and relatively healthy when preparing for the Judgment Day. So…

Overwork. Surprised? Well, sorry, but I will not tell you not to overwork, because we both know that you will. It’s obvious – you are preparing for the final battle and if there’s ever the right time to get yourself to the extreme point of intellectual exhaustion, it’s now. The trick here though is to do it in a smart way. You are going to use a lot energy, but use it on things that work for you and will get you further in that process. Are you a note-taker? Then spend hours taking notes. Do you study best at night? So don’t push yourself to go through your books at noon! Reflect on what works for you best and do as much as you can.

Be an egoist and focus on yourself. An unpopular opinion, huh? Whatever! We – the smart kids, the hard workers, the achievers – usually feel responsible for our friends, partners and families. But aren’t we just pumping our egos when believing that everyone else needs our help? Your boyfriend knows how to do the laundry and your mom has friends she can talk to (and if she doesn’t, she’s a grown up and it’s her responsibility!). Now I’m not talking about real crisis situations, but they are RARE. What I’m trying to say, is that it’s really the time you take care of yourself first. And I promise, you’re doing everyone a huge favor – at least nobody is going to have to pick up your cold corpse from the hospital when you decide to throw yourself from a library’s window.

Keep track of your thoughts. Ever heard of cognitive distortions? You know, the double standards that we hold, negativity bias, emotional reasoning and all the shoulds, coulds and haves? It’s important to educate yourself on how your own stressed mind is tricking you into following destructive cognitive patterns. Stay tuned, cause you will find more on that in my Mental Mondays series!

Keep a healthy routine. I feel like this is so, so important. From time to time we’re all tempted to push ourselves a little bit more, pull an all-nighter and prove ourselves that we can do it. But hey, if you don’t rest, your body will eventually crash down. Regular, balanced work is way more efficient than those spikes of activity that will only leave you twice as exhausted. So go for 8 hours a day instead of working for 24 hours and then dying for 48 more.

Don’t go for any big changes. Stress and frustration often leads us to feeling this strong, urgent need for dramatic changes. Re-designing your apartment. Cutting of all of your hair and dying whatever remains blue and red. Breaking up, getting engaged. Starting a blog (sounds familiar? I’m learning from my own mistakes!). Suppress that need. Stick to your usual, boring, balanced rhythm. And if you still feel like changing your entire life after your defense, then nobody (including me) will stop you!

Cut down the negative self-talk. Get your shit together, you lazy fuck. How can you not know it, you retard? Keep going, you weak bitch. I know it’s drastic, but… Doesn’t it sound kinda familiar?  Ok, then STOP. Just stop. Would you ever say that to a friend? To your dad? To your beloved dog or cat or a goldfish? I hope not. So why the hell are you saying that to yourself? It’s true we need to motivate ourselves, but instead of being the mean, grumpy coach, become your own hot cheerleader. Who’s the champion? You’re the champion! You’re a fucking beast! Go, go, go! You can and you will do it! 

Get social. But not too social. Despite all individual differences, we all are social animals and even though it’s probably more crucial for extraverts than for introverts, we all need to hang out with other human beings from time to time. So find 30 minutes to go for a walk with a friend, have dinner with your family or chat to a fellow stressed student (about something that is not related to studying). At the same time listen to yourself if you feel like you need more me time. They will all survive a day or two without your presence!

Take care of your body. You probably will lose some weight, some hair and your nails will get all brittle and disgusting anyway. But if you don’t take proper care of your organism, this period of increased stress can bring you way more serious consequences. So remember to eat, sleep and excercise. If you’re taking any meds – take them regularly. And if something still doesn’t feel right, go get yourself checked by a doctor.

Acccept help. I know it’s a hard one. Probably the hardest for some. If you’ve come this far, you’ve probably been in multiple situations in which you could count only on yourself. It’s your success. Your achievement. And it’s cool to think you’re the only one to take all the credit. But accepting help (or asking for it!) doesn’t mean you’re weak. It’s actually means the exact opposite: being able to admit that you just need a hug, a talk or an ugly cry in your sister’s arms, is a sign of self-awareness and pure strenght.

Okay-kay, that would be it for now. Any other ideas or tips? Any thoughts? Go ahead and share! ❤

Later!

N.E.

And remember to BE KIND, because everyone is fighting some kind of a battle!

biu

Hej! Wiecie co?

Zdałam wszystkie egzaminy, a to oznacza tylko jedno: za trzy tygodnie podchodzę do obrony pracy magisterskiej! Co jest równoznaczne z faktem, że znajduję się w połowie wykańczającego maratonu przygotowawczego i, jejku jejku, ileż ja się uczę! Nie tylko z książek, ale i… przez własne doświadczenie.

Pomyślałam sobie zatem, że fajnie by było gdybym podzieliła się odrobionymi lekcjami. A zatem szykujcie się na nową serię: Mechanizm Obronny, w której to postaram się zawrzeć moją mądrość związaną z obroną ; ) Dzisiaj chcę pogadać o tym, jak zachować życie, zdrowie i zmysły podczas przygotowań do Dnia Sądu. A więc…

Przepracowuj się. Zaskoczony? No to sorry, ale nie powiem Ci, że masz się nie przepracowywać, bo obydwoje wiemy, że będziesz. To oczywiste – w końcu przygotowujesz się do walki ostatecznej i jeśli kiedykolwiek jest dobry moment, by wyżyłować się do spodu, to właśnie nastał. Sztuczka polega jednak na tym, żeby robić to w mądry sposób. Skoro i tak wykorzystasz mnóstwo energii, to przynajmniej zużyj ją na rzeczy, które działają dla Ciebie i które popchną Cię o krok dalej w całym tym wykańczającym procesie. Najlepiej czujesz się robiąc notatki? To spędzaj na tym całe godziny! Lepiej uczysz się nocą? Więc nie zmuszaj się do czytania podręczników w południe! Zastanów się, co najlepiej działa w Twoim własnym przypadku i pracuj w ten sposób najwięcej, jak się tylko da.

Bądź egoistą i skup się na sobie. Mało popularna opinia, co? Wszystko mi jedno! My – ci mądrzy, ci ciężko pracujący, ci z wielkimi osiągnięciami – często czujemy się nieprzytomnie odpowiedzialni za naszych bliskich. Ale czy wiara, że wszyscy potrzebują naszej pomocy nie jest tylko przejawem pompowania sobie ego? Twój facet wie jak zrobić pranie, a Twoja mama ma przyjaciół, z którymi może porozmawiać (a jeśli nie ma, to sorry, ale jest dorosłym człowiekiem i to już jej odpowiedzialność). I nie mam na myśli prawdziwych sytuacji kryzysowych, ale wiadomo, że te zdarzają się niezwykle rzadko. Chodzi o to, że dbając o siebie wyświadczasz innym raczej sporą przysługę. Pomyśl, że nikt nie będzie przynajmniej musiał odbierać Twoich zimnych zwłok ze szpitala, gdy zdecydujesz się na skok z bibliotecznego okna.

Obserwuj swoje myśli. Słyszałeś/aś kiedyś o zniekształceniach poznawczych? No wiesz, podwójnych standardach, negatywnej tendencyjności myślenia, emocjonalnym wnioskowaniu i wszystkich tych powinienem, mógłbym, muszę? Ważne, żebyś nauczyła się rozpoznawać sposoby, na które Twój własny, zestresowany umysł próbuje narzucać Ci destrukcyjne wzorce myślenia. Uwaga, więcej na ten temat znajdziesz w moich Psychicznych Poniedziałkach!

Zadbaj o zdrowy rytm życia. To jest, moim zdaniem, nieprzytomnie ważna zasada. Od czasu do czasu wszystkich nas kusi żeby popchnąć siebie samych o krok dalej, zarwać noc i udowodnić sobie samym, że kto, jak nie my. Ale hej, prędzej czy później organizm popędzany w ten sposób nie wytrzyma i zwyczajnie się załamie. Zrównoważona, regularna praca jest o wiele bardziej skuteczna niż nagłe skoki aktywności, które tylko zostawią Cię podwójnie wykończonym. Więc polecam raczej zapieprzać codziennie przez 8 godzin, niż zajechać się przez 24, a potem umierać przez kolejne 48.

Nie decyduj się na żadne wielkie zmiany. Stres i frustracja często sprawiają, że nagle zaczynamy czuć tę nagłą, silną potrzebę dramatycznych zmian. Przemeblowanie całego mieszkania. Obcięcie włosów i pofarbowanie tego, co zostanie, na czerwono i niebiesko. Zerwanie z kimś albo nagłe zaręczyny. Założenie bloga (brzmi znajomo? Uczę się na własnych błędach!). Powstrzymaj tę potrzebę. I lepiej trzymaj się starego, nudnego trybu życia. A jeśli po obronie nadal będziesz czuł, że musisz zmienić całe życie, nikt (łącznie ze mną) nie będzie Cię powstrzymywał.

Skończ z negatywnym auto-dialogiem. Weź się w garść, ty pieprzony leniu. Jak możesz tego nie wiedzieć, głupia debilko? Zachrzaniaj dalej, durny słabeuszu! Drastyczne, wiem, ale… Nie brzmi to trochę znajomo? Ok, więc przestań. Po prostu PRZESTAŃ. Czy wyraziłbyś się w podobny sposób w stosunku do swojego przyjaciela? Do taty? Do ukochanego pieska, kotka, złotej rybki? Mam nadzieję, że nie! Więc dlaczego miałbyś zwracać się w taki sposób do samego siebie? Jasne, że musimy czasem zmotywować samych siebie, ale zamiast być zrzędliwym, wrednym trenerem, lepiej stań się własną cheerleaderką. Kto jest mistrzem? Ty jesteś, kurde, mistrzem! Jesteś bestią! Dajesz, dajesz, dajesz! Uda Ci się! 

Wyjdź do ludzi. Ale nie za bardzo. Pomimo licznych różnic indywidualnych, wszyscy jesteśmy zwierzętami stadnymi i nawet, jeśli to odnosi się pewnie bardziej do ekstrawertyków, niż introwertyków, wszyscy musimy się czasem spotkać z drugim człowiekiem. Więc znajdź – mimo wszystko! – te 30 minut na spacer ze znajomym, obiad z rodziną albo rozmowę z innym studentem w rozterce (o czymś, co nie jest związane ze studiowaniem). A jednocześnie słuchaj siebie jeśli czujesz, że potrzebujesz raczej chwili samotności. Spokojnie, świat przeżyje dzień czy dwa bez Twojej obecności!

Zadbaj o swoje ciało. Pewnie i tak stracisz parę kilko, trochę włosów, a Twoje paznokcie staną się kruche i obrzydliwe. Ale jeśli nie zadbasz o swój organizm, ten okres wzmożonego stresu może przynieść Ci o wiele poważniejsze konsekwencje. Więc pamiętaj, żeby jeść, spać (jak Tamagotchi…) i ćwiczyć. Jeśli bierzesz jakieś leki – rób to regularnie. I jeżeli coś nadal jest nie w porządku, po prostu idź do lekarza!

Zaakceptuj pomoc. Dobra, wiem, że to trudny kawałek. Dla wielu chyba najtrudniejszy. W końcu dotarłeś tak daleko i pewnie niejednokrotnie mogłeś liczyć tylko na siebie. To Twój sukces. Twoje osiągnięcie. I fajnie jest myśleć, że to tylko Twoja zasługa – niczyja więcej! Ale zaakceptowanie pomocy (albo poproszenie o nią!) nie jest równoznaczne ze słabością. A wręcz przeciwnie – przyznanie, że potrzebujesz by Cię ktoś przytulił, wysłuchał, albo zniósł Twój histeryczny płacz, jest oznaką samoświadomości i czystej siły.

Okay-kay, to by było na tyle! Jakieś inne pomysły? Porady? Przemyślenia? Czekam! ❤

Na razie!

N.E.

I pamiętajcie, żeby być UPRZEJMYMI. W końcu każdy toczy jakąś walkę. 

Snack Attack Part 1 / Napad przegryzania Część 1

Read more at www.reallygreatsite.com (1).png

Hey! You know what?

It is that time of the year pretty much all over Europe… EXAM TIME, MY LOVELY PEOPLE!

And that means you’re probably very busy, very stressed and, as a natural consequence, very hungry. Well, at least I am. And that’s exactly why I need even more fuel than usual!

Being a great follower of the GO BIG, OR GO HOME philosophy, I’m coming at you with not one, but four ideas for healthy study-snacks, together with some tips and explanation why they actually work.

Hej, wiecie co?

To już ten okres w roku w większości europejskich krajów…

SESJA, MOI DRODZY!

A to prawdopodobnie oznacza, że większość z Was jest bardzo zajęta, bardzo zestresowana i, w naturalnej konsekwencji, bardzo głodna. No, ja przynajmniej tak. I z tej prostej przyczyny potrzebuję jeszcze więcej paliwa niż zazwyczaj!

Podążając za filozofią WSZYSTKO, ALBO NIC, mam dziś dla was nie jeden, ale cztery pomysły na naukowe przekąski razem z wyjaśnieniem, czemu w zasadzie tak dobrze działają.

Partyplanning (1).png

  • 1-2 frozen banana(s)
  • 2-3 handfuls of spinach or half-half spinach & kale
  • 1 cup fresh or frozen mango
  • 1 cup water, coconut water or coconut milk

Just blend everything up and enjoy on the side with your breakfast or between meals. To turn it into a more solid meal, add a tablespoon of peanut or coconut butter and/or 2-3 tablespoons of raw oats. You could also experiment with adding nuts, flax seeds or (vegan) protein powder of choice!

Why does it work?  

  • Because of spinach & kale: They are literally loaded with vitamin A, K and B6, potassium, magnesium, zinc, calcium and iron. On top of that, they also contain folic acid (which, among all, supports healthy cell division) and so-called phytonutrients: natural nutrients of plant origin that strengthen the body, also in the fight against stress!
  • Because of mangoes: …that contain plenty of vitamin A, C and carotenoids (betha-carotene, alpha-carotene, lutein and so on), working miracles for good eyesight, reducing eye-soreness (and we all know that feeling after 10 hours spent staring at a textbook/computer screen…) and supporting your immune system to prevent you from catching a cold in the middle of your exam rut.
  • Because of bananas: Oh, come on, this is such a classic! These yellow fellows are full of magnesium that stimulates electrical activity between neural cells improving cognitive functions and concentration. They’re also packed with fructose – the good sugar that is gradually turned into much needed, pure energy. Something that you probably didn’t know, though, is that bananas also provide you with amino acids your body needs to make serotonin and dopamine – neurotransmitters regulating your mood. So seems like eating bananas is a great way to stay not only focused, but also more calm and immune to anxiety! Tip: I really recommend buying the ripe ones – they’re not only sweeter, but also usually half the price. And if you’re more adventurous, try a free-banana hunt at your local farmer’s market in the afternoon!

Zielony Stymulant Mózgowy 

  • 1-2 mrożone banany
  • 2-3 garści szpinaku i/lub jarmużu
  • 1 szklanka świeżego lub mrożonego mango
  • 1 szklanka wody, wody kokosowej albo mleka kokosowego

Wystarczy, że zblendujecie wszystkie składniki. Jeśli chcecie zmienić ten koktajl w porządniejszy posiłek, dodajcie łyżkę masła orzechowego albo kokosowego i/lub 2-3 łyżki płatków owsianych (surowych, nie gotowanych!!!). Polecam także poeksperymentować z dodawaniem orzechów, siemienia lnianego albo odżywki białkowej, jeśli jesteście pakerami.

Dlaczego to działa?

  • Dzięki szpinakowi i jarmużowi: Które to są po brzegi wypakowane witaminą A, K, B6, potasem, magnezem, cynkiem, wapniem i żelazem. Do tego zawierają kwas foliowy (który m.in. wspomaga prawidłowy podział komórek) i tak zwane fitoskładniki: naturalne substancje odżywcze pochodzenia roślinnego, które może nie są niezbędne do życia, ale wzmacniają organizm, także w walce ze stresem!
  • Dzięki mango: …które zawiera dużo witaminy A, C i karotenoidów (beta-karotenu, alfa-karotenu, luteiny i tak dalej). Składniki te mogą zdziałać cuda dla zdrowia oczu, redukować suchość spojówek (a wszyscy znamy to uczucie, kiedy oczy dosłownie wypadają nam po 10 godzinach zakuwania) i wspomagać odporność, zapobiegając łapaniu przeziębień w środku naukowego maratonu.
  • Dzięki bananom: No dajcie spokój, to jest przecież klasyk! Te żółciutkie ziomki są pełne magnezu, który poprawia aktywność elektryczną w mózgu, wzmacniając funkcje poznawcze i zdolność koncentracji. Banany są też pełne fruktozy – dobrego cukru, który jest w organizmie stopniowo przetwarzany na bardzo potrzebną, czystą energię. Przy okazji – może tego akurat jeszcze nie wiedzieliście – banany zawierają też aminokwasy potrzebne do wytwarzania serotoniny i dopaminy, czyli neuroprzekaźników odpowiedzialnych m.in. za regulację nastroju. Wygląda na to, że jedzenie bananów to najprostsza recepta na koncentrację, spokój i odporność na stres i napięcie. Porada: Polecam kupować te bardziej dojrzałe – nie tylko są słodsze, ale często i o połowę tańsze. A jeśli niestraszna Wam przygoda, możecie wybrać się na rynek późniejszym popołudniem i spróbować polowania na banany kompletnie za darmo!

Easy Dishes ToMake For Your50th BirthdayDinner Party.png

I know it’s highly politically incorrect and I’m sorry, but I couldn’t find a name that would fit it more. It’s a ridiculously tasty addition to salads, pasta, sandwiches and so on, and it’s SO simple that literally anyone can make it. I am also aware that it’s not a real pesto, but heeey, you’ll forget about that little detail once you try it.

  • 1 ripe avocado
  • 1/2 clove garlic
  • a pinch of salt
  • a pinch of pepper
  • a squeeze of lemon juice (around 1 teaspoon)
  • optional: few leaves of Thai basil or cilantro

Simply throw everything into a blender, adding a little bit (no more than 2 tablespoons) of water and blend until you’ll end up with this smooth, creamy, bright green sauce. Then mix it into your salad, add cherry tomatoes and chopped sun-dried tomatoes and top with hemp seeds & cashew. Also, feel free to experiment with your toppings and pretty pleeease share the ideas with me!

Why does it work?

  • Because of the avocado: Don’t get me started. I mean… How can one not love this freakin’ fruit (yes, it is a fruit, if you didn’t know)? Avocados are so famous nowadays that I feel like I don’t even have to explain, so I’ll make it short: monosaturated fats, period. Oleic acids, period. Fiber, period. Vitamin C, K, B5 and B6, period. Potassium, period. They will keep your blood sugar levels balanced and literally make you glow (maybe you won’t have to use any lamp staying late at the library, funny, I know).  They also boost memory and concentration and, being high in fat (the good fat, don’t freak out), they will keep you fuller for longer, so you won’t have to take a study break for snacking after 10 minutes).

Pesto dla Idioty

Dobra, wiem, że jestem w tym miejscu niepoprawna politycznie, ale naprawdę nie mogłam znaleźć bardziej adekwatnej nazwy. Chodzi o to, że… jest to po prostu kretyńsko prosty, a przy tym niedorzecznie pyszny, dodatek (do sałat, makaronów, kanapek i tak dalej). I wiem, wiem, w zasadzie nie powinnam nazywać go pesto, ale słowo honoru, że ten szczegół przestanie się liczyć jak już spróbujecie.

  • 1 dojrzałe awokado
  • 1/2 ząbka czosnku
  • szczypta soli
  • szczypta pieprzu
  • sok z cytryny (około łyżeczki)
  • opcjonalnie: kilka listków tajskiej bazylii albo kolendry

Wystarczy wrzucić wszystko do blendera, uzupełniając małą ilością wody (nie więcej, niż dwoma łyżkami stołowymi) i blendować, aż uzyskacie gładki, kremowy, intensywnie zielony sos. A potem zwyczajnie wmieszajcie go w sałatę, dodając na przykład suszone i świeże pomidory i nasiona konopii albo orzechy nerkowca. Jeśli spróbujecie innych dodatków, dajcie mi znać, co to było!

Dlaczego to działa?

  • Dzięki awokado: Oho, bo zaraz się rozkręcę… To znaczy… Jak można NIE kochać tego owocu (tak, jest to owoc, jeśli nie wiedzieliście)? Awokado zrobiły się obecnie tak popularne, że chyba nawet nie muszę nic wyjaśniać, więc będę się streszczać: kwasy tłuszczowe jednonienasycone, kropka. Błonnik, kropka. Witamina C, K, B5 i B6, kropka. Potas, kropka. Ustabilizują poziom cukru w waszej krwi i doskonale zrobią waszym włosom i skórze – będziecie dosłownie świecić (może nawet nie będziecie musieli używać lampy, ucząc się po nocach; przezabawne, wiem). Poza tym składniki zawarte w awo wzmagają pamięć i koncentrację, a wysoka zawartość tłuszczu (dobrego tłuszczu, więc nie świrujcie), nasyci Was na dłużej, więc nie będziecie musieli przerywać nauki po 10 minutach, żeby zapchać czymś burczący brzuszek.

 

Easy Dishes ToMake For Your50th BirthdayDinner Party — kopia.png

It’s an alternative to your classic trail mix. Lower in fat, higher in crunch, very filling and super delicious.

  • 1/2 cup corn kernels
  • 1-2 handfuls of almonds
  • 1/2 cup craisins (dried cranberries, that is)
  • 1-2 handfuls coconut flakes
  • salt to taste

Prepare the air popped popcorn: Heat up a non-stick pot on medium heat for around 2 minutes and add a sprinkle of water. If it sizzles – you’re good to go. Put the corn kernels in, add salt and cover with the lid immediately. Now reduce the heat a little bit (to a little above low) and don’t lose hope. After 2-3 minutes you should hear that familiar sound – a cannonade!!! Keep shaking the pot every 3 seconds and turn off the heat once it gets quiet!

Roast your nuts (ouch!): Heat up the oven to 140 Degrees Celsius and roast the almonds for about 5 to 7 minutes. Once you’re almost done with the nuts, pop the coconut flakes in and wait for no more than 2 minutes. Be careful because they tend to burn pretty easily (if they do, you can always just send them to me, I’ll eat coconut in every form).

Now: Let your almonds and coconut flakes cool down a bit and then mix everything, adding more salt if needed. Don’t snack on it in the library though – it’s a LOUD process!

Why does it work?

  • Because of almonds: Ahh, the vitamin E. Ahh, all the good, unsaturated fatty acids. Ahh, all that fiber and protein that will keep you energized for hoursss! Snacking on almonds is such an effortless way to get plenty of nutrients in – especially when you really can’t be bothered with following any complicated recipes.
  • Because of craisins: Free from cholesterol and trans fats, they’re like a shot of vitamins, minerals and antioxidants (preventing processes leading to cell damage and increasing proneness to infections).Watch out for the processed ones and try to buy these that don’t contain any addittives – like sugar or palm oil!

Eksplozja Mózgu

  • 1/2 szklanki ziaren kukurydzy
  • 1-2 garstki migdałów
  • 1/2 szklanki suszonej żurawiny
  • 1-2 garstki płatków kokosowych
  • sól do smaku
  • Alternatywa dla mieszanki studenckiej – zawiera mniej tłuszczu, bardziej chrupie, szybko zaspokaja głód i do tego jest absolutnie pyszna.

Przygotuj popcorn: Podgrzej suchy garnek na średnim ogniu przez około 2 minuty. Po upływie tego czasu skrop dno wodą – jeśli kropelki zatańczą na powierzchni i wyparują, wszystko gotowe. Teraz wrzuć ziarna kukurydzy i sól, natychmiast przykryj pokrywką i zmniejsz ogień. Poczekaj 2-3 minuty i nie trać nadziei – po tym czasie powinieneś już zacząć słyszeć znajome dźwięki – kanonadę! Potrząsaj garnkiem co jakieś 3 sekundy dopóki wystrzały nie ucichną, a potem wyłącz ogień i…

…upraż orzechy: W piekarniku nagrzanym do około 140 stopni Celsjusza. Po 5-7 minutach powinny być już lekko zrumienione – teraz dodaj płatki kokosowe i poczekaj nie dłużej niż 2 minuty. Uważaj, bo kokos ma tendencję do szybkiego przypalania się (gdyby tak się stało, możesz wysłać go do mnie – ja tam kokosa zjem w każdej formie…).

Teraz: Pozwól, by migdały i kokos wystygły, a potem wymieszaj wszystko razem, dodając więcej soli jeśli zajdzie taka potrzeba. Uwaga, nie podgryzaj w bibliotece – to jest akurat bardzo głośna przekąska.

Dlaczego to działa?

  • Dzięki migdałom: Ah, witamina E! Ah, dobre, nieprzetworzone kwasy tłuszczowe! Ach, całe to białko i mnóstwo błonnika, które nasycą Cię na całe godziny! Przegryzanie migdałów jest najprostszą z metod na dosłowne wypchanie się składnikami odżywczymi – zwłaszcza wtedy, kiedy naprawdę nie masz czasu na stosowanie skomplikowanych przepisów.
  • Dzięki żurawinie: Wolna od cholesterolu i tłuszczów trans, jest jak zastrzyk witamin, minerałów i antyoksydantów (które zapobiegają procesom degeneracyjnym w komórkach ciała i zmniejszają podatność na infekcje). Tylko ostrożnie – staraj się kupować taką żurawinę, która nie zawiera dodatków jak cukier albo tłuszcz palmowy!

 

Read more at www.reallygreatsite.com (2).png

  • 1 can of chickpeas – drained and rinsed
  • 1/2 small cooked/baked beetroot
  • 1 heaping tablespoon of tahini
  • 1 small garlic clove
  • a squeeze of lemon juice
  • salt & pepper to taste
  • 1/2 teaspoon cumin seeds – but I actually skip that step pretty often and it’s still bloody delicious

Why it works?

  • Because of the beets: Beetroots are probably the most detoxifying veggie you can reach for. They purify blood and improve its flow to your brain, boosting neural activity, so it’s literally like being kicked right in the brain. In a good way. Disclaimer: I know there are multiple myths on how consuming too many beets can kill you and all… Don’t freak out just yet, nobody is encouraging you to live on beetroots! I promise that gulping down a glass of beetroot juice a few times a week or adding a beet to your hummus will not destroy your life. Quite the opposite.
  • Because of Tahini: Well, I could write poems about tahini. And you will probably find some here soon. This smooth, flavorsome thingy is rich with minerals such as  magnesium, copper, iron and zinc. They’re all needed to maintain nerve and metabolic health and prevent fatigue or even anemia, we’re all more prone to in times of strenuous studying.

Blend everything up (until smooth, so about 3-4 minutes). Enjoy on a rice cracker or with veggie sticks.

Whoa, that’s one long post! But ugh, I couldn’t stop myself. Would you want to see a second (and possibly third as well) part of the series? Let me know!

Later!

N. E.

Krwawy Hummus

  • puszka ciecierzycy – odsączona i opłukana
  • pół małego pieczonego lub ugotowanego buraka
  • 1 kopiasta łyżka tahini
  • 1 mały ząbek czosnku
  • trochę (mniej więcej łyżeczka) soku z cytryny
  • sól i pieprz do smaku
  • pół łyżeczki ziaren kuminu – ale szczerze powiedziawszy często je pomijam i nie ma tragedii!

Wystarczy zblendować wszystkie składniki razem, na gładką masę – przez jakieś 3-4 minuty, a potem zajadać z krakersami, waflami ryżowymi albo (najlepiej!) świeżymi warzywami.

Dlaczego to działa? 

  • Dzięki burakom: Buraki są prawdopodobnie jednym z najbardziej oczyszczających warzyw, po jakie można sięgnąć. Oczyszczają krew i wspomagają jej dopływ do mózgu, co poprawia aktywność komórek nerwowych. Więc z jedzeniem buraków jest trochę tak, jakby ktoś kopnął Cię prosto w mózgu. W dobrym sensie.  Wyjaśnienie: Wiem, że krąży wiele legend o tym, jak to jedzenie buraków może człowieka zabić… Spokojnie, nikt tu nikogo nie zachęca do jedzenia wyłącznie buraków! I obiecuję, że szklanka soku buraczanego kilka razy w tygodniu, albo dodanie tego warzywa do hummusu na pewno Was nie zabije – a wręcz przeciwnie.
  • Dzięki tahini: No, o tahini to ja mogę pisać poematy. I pewnie kilka znajdziecie tu już wkrótce. To jedwabiste, pełne smaku cudo jest bogate w minerały jak magnez, miedź, żelazo i cynk, potrzebne do utrzymania odpowiedniego metabolizmu i zdrowia neurologicznego. Co więcej, składniki zawarte w tahini zapobiegają syndromowi przewlekłego zmęczenia, a nawet anemii, na które wszyscy jesteśmy bardziej podatni w okresach zwiększonej aktywności naukowej!

Ojojoj, to był długi post. Ale nie mogłam się powstrzymać! Chcielibyście zobaczyć drugą (i pewnie także trzecią) część tej serii? Dajcie znać!

Na razie!

N. E. 

Sources:

Hicks, J.M., Campbell, T. C. (2011). Healthy Eating, Healthy World: Unleashing the Power of Plant-Based Nutrition. Dallas: BenBella Books.

Moran, V., Moran, A. (2012). Main Street Vegan: Everything You Need to Know to Eat Healthfully and Live Compassionately in the Real World. 

Gawęcki, J. (2017). Żywienie człowieka 1. Podstawy nauki o żywieniu. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN

 57 Health Benefits of Going Vegan, Retrieved from:

The Beginning / Zaczynam.

Tthe journey begins — kopia

Hey! You know what?

I will graduate very, very soon. After five years of constant cramming and incredible intellectual growth I will, again, be absolutely free to do whatever I please. I will also be 26 years old and (hopefully temporarily) unemployed. That is why, after googling “What should I do with my life?” three times a day, everyday, for the past two weeks, I decided to take a huge step into the unknown. I decided to bite the bullet, look the abyss into its’ dark, ugly face and change my life.

And that’s exactly why I am now becoming… a lifestyle blogger.

It makes me cry, laugh and burst with pride. All at once. And yeah, it may be a small step for mankind, but it’s a giant freakin’ leap out from my comfort zone. I own a blog! I’m writing my ideas down! I’ll finally have a platform for sharing my thoughts! YAY!

Ok, enough. Now let’s get down to the real business: being a massive control freak I wouldn’t be myself not starting this whole thing with a very specific plan of what its content is going to be like and that’s exactly what I wish to share with you now.

What will you find here?

Mental Mondays: On Mondays I will be discussing mental-health related issues, introducing psychological theories, terms and ideas that I find particularly interesting or simply useful, and attempting on sharing mental-health awareness… What can you expect? A little bit of Sigmund Freud, a pinch of PTSD, a dash of defense mechanisms…Whatever it is, I will always include a source I’ve been using cause hey, let’s be professional here.

Recipes: From time to time – probably more often than not – I’ll be sharing healthy and wholesome plant-based food I enjoy on a regular basis. Being a pretty pragmatic student, I want it to be as nutritious, simple and cheap as possible.  What can you expect? Nutrition-related fun facts. Tips and tricks that will make your cooking easier and healthier. And, most importantly, versatile, human-tested vegan recipes that can usually be prepared in less than an hour!

Everything that’s studying-related: Having studied psychology for 5 years (and having a short fling with a different subject before that happened) I’m now a veteran of note-taking, last minute textbook-reading and neurotic flash-card making. What can you expect? Serious reflections on academic work. Not-so-serious note-taking hacks. And honest reviews of these candy-colored, pastel Stabilo highlighters we all admire from afar.

Health & body-related topics: I’m finally (almost) fine with that lanky body of mine. I’m also finally (almost) fine with that personality I have. I won’t even try to become a self-acceptance guru or anything, but I think I have some good stories to share! What to expect? Low-key, positive fitness advice and talks about physical and mental health, as I deeply believe they’re closely connected.

Everything and anything that didn’t fit in any of the above categories: I’ve always been an unusual girl… My mother told me I had a chameleon soul… And that damn soul of mine is filled with lots of ideas that I simply just have to get rid off. So what can you expect? Posts about books and movies. Reviews. Rants. Moodboards. Playlists. Interviews. And probably some other things that I didn’t think about yet!

What you won’t find: Pure negativity. I hate Hate, bitterness and pointless complaining (being born and raised in Poland I’ve really had enough). What can you expect? That any possible mean comment will make me cry (it doesn’t mean that I am against criticism – as long as it’s constructive and I can learn from it!).

Yup, that’s the rough plan. Now only keep your fingers crossed for me actually sticking to it.

Later!

N. E. 

And remember that everyone is fighting their own battles, so BE KIND!

Tthe journey begins — kopia — kopia

Hej! Wiecie co?

Już za chwilę skończę studia. Po pięciu latach szaleńczej nauki i niesamowitego rozwoju intelektualnego znowu, nareszcie, będę mogła robić co tylko dusza zapragnie. Będę przy tym również dwudziestosześcioletnią bezrobotną (miejmy nadzieję, że tylko chwilowo). Z tej właśnie przyczyny, googlując kluczowe pytanie: „Co mam zrobić ze swoim życiem?”, trzy razy dziennie, codziennie, przez ostatnie dwa tygodnie, postanowiłam zrobić krok w nieznane. Spojrzeć otchłani prosto w jej ciemną, brzydką twarz. Chwycić byka za rogi. Zmienić swoje życie.

I… zostać blogerką lifestyle’ową.

Trochę mnie to cieszy, trochę doprowadza do łez, ale przede wszystkim przepełnia dumą. I jasne, może jest to mały krok dla ludzkości, ale wielki skok dla mnie – prosto poza granice mojej strefy komfortu. Mam bloga! Zapisuję moje pomysły! Wreszcie posiadam miejsce, w którym mogę nieskrępowanie (no, w miarę) dzielić się swoimi myślami! Hurra!

Dobra, już. Teraz pora wracać do interesów: jako maniak kontroli (tłumaczenie z angielskiego to niewdzięczna fucha) nie byłabym sobą, gdybym nie zaczęła całego tego cyrku od spisania bardzo konkretnego planu dotyczącego jego zawartości. I tym właśnie chcę się w tym miejscu podzielić.

Co tu znajdziecie?

Psychiczne Poniedziałki: W poniedziałki będę poruszać tematy związane ze zdrowiem psychicznym – postaram się przedstawiać te psychologiczne teorie, terminy i idee, które wydają mi się szczególnie ciekawe lub użyteczne. Postaram się także szerzyć świadomość, jak istotnymi są higiena psychiczna i troska o zdrowie psychiczne. Czego możecie się spodziewać? Trochę Freuda, szczypty PTSD i odrobiny mechanizmów obronnych…

Przepisy: Od czasu do czasu – pewnie częściej, niż rzadziej – będę dzieliła się przepisami na roślinne potrawy, które jem na co dzień. Jako pragmatyczny student, staram się, by były tak wartościowe, proste i tanie, jak tylko się da. Czego się spodziewać? Ciekawostek związanych z odżywianiem. Zdrowych sztuczek, które usprawnią wasze funkcjonowanie w roli kucharzy. A przede wszystkim różnorodnych, testowanych na ludziach roślinnych przepisów, których przygotowanie rzadko zajmuje więcej niż godzinę!

Wszystko, co związane z nauką: Po nieprzerwanych pięciu latach studiów (oraz krótkim romansie z innym kierunkiem, nim zaprzedałam życie Psychologii), jestem dziś weteranką robienia notatek, czytania podręczników na ostatnią chwilę i neurotycznego trzaskania tzw. flash-cards przed egzaminami. Czego się spodziewać? Poważnych rozważań na akademickie tematy. Mniej poważnych porad poświęconych robieniu notatek. I szczerych recenzji tych cudownych pastelowych highlighterów Stabilo, które wszyscy podziwiamy z daleka.

Tematy związane ze zdrowiem i cielesnością: Mogę powiedzieć, że już (prawie) zaakceptowałam to moje długie ciało. Wreszcie mogę też powiedzieć, że (prawie) zaakceptowałam tę całą moją osobowość… Spokojnie, nie zostanę guru od samoakceptacji! Mam tylko poczucie, że zebrałam kilka historii, którymi mogłabym się podzielić. Czego się spodziewać? Wyluzowanych porad fitnesowych i pogaduszek o zdrowiu fizycznym i psychicznym, ponieważ gorąco wierzę, że są one ze sobą bardzo blisko powiązane.

Całą resztę, która nie zmieściła się w powyższych kategoriach: Ive always been an unusual girl… My mother told me I had a chameleon soul… I ta moja nieszczęsna dusza jest wypchana niesłychaną ilością rzeczy, które chciałabym z siebie wyciągnąć. Czego się spodziewać? Postów o książkach i filmach. Recenzji. Moich bolączek. Moodboardów. Playlist. Wywiadów. I pewnie różnych innych rzeczy, których póki co nie przewidziałam!

Czego tu nie znajdziecie? Czystego negatywizmu. Ponieważ absolutnie nienawidzę hejtu i bezsensownego narzekactwa (jako osoba urodzona w Polsce już przyjęłam wystarczającą jego porcję). Czego się spodziewać? Że wredne komentarze doprowadzą mnie do płaczu (co nie znaczy, że jestem przeciwna krytyce – tak długo, jak jest konstruktywna i mogę się czegoś z niej nauczyć J!).

No dobra, oto plan ogólny. Teraz tylko trzymajcie kciuki, żebym się go trzymała.

Na razie!

N. E. 

Pamiętajcie, że każdy toczy jakąś prywatną bitwę, więc BĄDŹCIE UPRZEJMI.