Doomsday Preparation – Part 1. Przygotowania do Sądnego Dnia – Część 1.

biblia

My after-the-defense-recovery finally came to an end and I don’t feel disgusted anymore when looking at my preparation materials nor my thesis. My mother actually kept them in her car – so where I left them when she picked me up after my defense – for the last two months and she would only sometimes, shyly, ask me from time to time: Are you ready for me to take the notes back home? (as if they were living, breathing creatures, not just some pieces of paper lined with my pathologically neat notes). But I just wasn’t ready. Not because the defense itself didn’t go well (it was okay, almost great, actually), but because I’ve spent five years of my life on it and it was all just too fresh, too raw for me to deal with.

Time heals everything though, as they say, and I’m finally able to not only go through them with pride, but also take some pictures to share with you guys. I know that a lot of you will be defending your own thesis pretty soon and I figured that you could maybe find it as useful in the process of your own preparation. When revising for my defense, I came up with an entire system that actually worked really well. And the most important part is that now, almost two months after the Doomsday, I still remember as much as I did when entering the Defense Room (they really do call it that; creepy, I know).

I’m not sure what’s the system in your school, but during the defense at my University you get two questions. One is related to your thesis, and another one comes from a “bank” of 50 general questions from different fields of Psychology (so basically anything from neuropsychobiology to social psychology and psychopathology). Depending on a board, they sometimes require a very detailed answer, and sometimes are happy with just a brief, quick one – you never know though so I’d say it’s best to prepare really well. Especially that hey, they’re not asking you about quantum physics, but things you really should know when graduating.

I started preparing approximately two months before the date of my defense. If I could, I would give myself three months, but I simply had no time and, to be honest, I don’t think you will have it either. A month and a half should do as well but be realistic. If you want to be seriously ready, you have to put some effort in it. So get off Netflix. Get off Facebook. Get off Tinder (ok, you can swipe for like 5 minutes a day but not more than that, ok?) and… Get. Shit. Done.

biu.

MY GENERAL GOLDEN RULES, TIPS AND TRICKS: 

1.Knowing your method. I assume that these last couple of years you’ve had enough time to figure out what’s your own studying style. Great, now stick to it. You have your biggest battle ahead of you and it’s not the right time to experiment with new strategies (despite what your brother/mother/best friend or that hot girl you always bump into in the library says). You’re a visual learner? Great! Surround yourself with graphs and colorful tables. You learn better while listening to stuff? Nice, maybe it’s a good idea to record your notes and then listen to them on the way to the library? Opportunities are endless, but you see my point.

2. Three notebooks and counting. I kept a big notebook for my handwritten notes + a Google Doc file with digital notes that I later printed out and added some handwritten additions to + some loose sheets of paper + flashcards for revising difficult terms and things I couldn’t memorize. Dividing my material allowed me not to fall into the routine-trap. Also, re-writting my notes a couple of times (so filling a virtual document, then a notebook and then coming up with flashcards) literally made me study without even fully acknowledging it!

3.Color coding. Organizing your notes is almost as important as actually taking them (lol). The easier you can find something in your notebooks, the faster you learn and the less stresful it all becomes. I’ll actually write a separate post on that, but let me now just say: once you learn the system, is as easy as pie. And gives you a great excuse to splurge in your local stationery shop.

4. Making it pretty. I know what it’s like to feel DISGUST towards your own study material, believe me. What always helps me, though, is just putting some effort into making my notes look pretty. I mean, you’re gonna make them anyway, right? Then why not to turn it into a little masterpiece (or a primary-school textbook) full of colors and patterns? Even if you won’t become another Marie Curie, you will, at least, have something to proudly show to the next generations.

5. Studying everywhere. You should have seen my apartment (let me apologize to my sister/flatmate and my parents, who would find my notes literally everywhere during these two hard months – an I mean everywhere) before my defense. There was literally no spot you wouldn’t find a theory or a definition in. Again, it’s a brilliant way to study unconsciously. And it actually leaves you a little less tired!

6. Studying in the daylight, revising in the dark. Yes, it may depend on your personal preference, but a general rule is that one should rather memorize new material during the day (preferably in the morning!), and revise it in the evening, or even right before going to bed. According to science (I love you, science!), revising before bed is that effective as the protein trakcs in your brain consolidate when you sleep. So you better prepare yourself a nice, protein-packed midnight snack and study, sleep and repeat!

7. Shifting shit. I mentioned it before, but it deserves its’ own point: Routine will kill you. And even if you will survive, your brain cells won’t. I know that people differ, but personally, I’m a great advocate of mixing up and shifting your study areas and materials. So it was sociology, then neurobiology. Then statistics and psychoanalysis. Endless repetition of the exact same thing doesn’t work well for your productivity, and changing things a little bit makes studying a little bit exciting – if not even pleasant!

Let me know if you have any questions and if you’d like me to write a separate piece on color coding and other things!

1

Moja po-obronna-rekonwalescencja nareszcie dobiegła końca. Nie czuję już wstrętu na widok mojej magisterki albo materiałów do nauki, które zresztą moja mama trzymała w samochodzie – czyli tam, gdzie zostawiłam je w chwili, w której odebrała mnie z uczelni po obronie – przez ostatnie dwa miesiące. Od czasu do czasu tylko pozwalała sobie na nieśmiałe pytanie: Czy jesteś już gotowa żeby twoje notatki wróciły do domu? (zupełnie jakby były żywymi, oddychającymi stworzeniami, nie zaś tylko paroma kartkami papieru poznaczonymi szlaczkami mojego chorobliwie starannego pisma), ale ja nie byłam gotowa. I to nie dlatego, że obrona poszła źle (bo poszła dobrze, prawie fantastycznie), ale ponieważ stały się one definicją ostatnich pięciu lat mojego życia i wszystko to było zbyt żywe, zbyt świeże, bym mogła sobie tak po prostu na nie popatrywać.

Czas jednak leczy, jak to mówią mądrzy ludzie, więc nareszcie mogę nie tylko przeglądać moje przed-obronne zapiski z dumą, ale i zrobić im zdjęcia, żeby podzielić się nimi z Wami. Wiem bowiem, że wielu z Was będzie się wkrótce bronić i pomyślałam, że może coś z tego Wam się przyda. Podczas powtórek do własnej obrony, wypracowałam system, który okazał się być całkiem skuteczny. Najlepszą jego recenzją niech będzie fakt, że dziś – po prawie dwóch miesiącach od Sądnego Dnia – pamiętam z “wykutych” rzeczy mniej więcej tyle samo, ile pamiętałam wchodząc do Pokoju Obron (naprawdę tak się to nazywa; trochę straszne, wiem).

Nie jestem pewna, jaki system przyjęto na Waszej uczelni, ale na moim uniwersytecie podczas obrony dostaje się dwa pytania. Jedno dotyczy stricte Waszej pracy magisterskiej, drugie zaś pochodzi z puli 50 ogólnych pytań z najróżniejszych pod-dziedzin psychologii (a więc na psychoneurobiologii poczynając, a na psychopatologii i psychologii społecznej kończąc). W zależności od komisji, czasem oczekuje się od Was bardzo szczegółowej odpowiedzi, czasem zaś szanowne grono egzaminatorów zadowala się odpowiedzią krótszą i ogólniejszą. Tak czy inaczej, polecałabym jednak przygotować się całkiem przyzwoicie – nigdy nie wiadomo, na kogo się trafi. A tak poza tym to hej, nikt nie będzie Was pytał o fizykę kwantową, a jedynie o rzeczy, które naprawdę powinniście wiedzieć kończąc studia.

Naukę zaczęłam mniej więcej na dwa miesiące przed datą obrony. Jeślibym mogła, poświęciłabym na nią raczej trzy miesiące, ale zwyczajnie nie miałam więcej czasu i, tak szczerze mówiąc, wątpię, że i Wy będziecie go mieli. Półtora miesiąca też zresztą powinno wystarczyć, ale polecam bycie realistami: jeśli chcecie przygotować się do egzaminu w miarę porządnie, nie macie innego wyboru niż włożyć w przygotowania trochę wysiłku. Nadeszła więc pora, by wylogować się z Netfliksa. I z Facebook’a. I z Tindera (no dobra, możecie sobie pomachać tym palcem w lewo i prawo przez pięć minut dziennie, ale nie więcej, ok?). Przyszła. Pora. Brać. Się. Do. Roboty.

ZŁOTE ZASADY, TRIKI I PORADY: 

1.Poznaj swoją metodę. Zakładam, że przez te ostatnie kilka lat miałeś/miałaś dość czasu, by dowiedzieć się, jaka metoda nauki jest dla Ciebie najskuteczniejszą. Tak? To teraz się jej trzymaj. Masz przed sobą najważniejszą z bitew (hihi, hi), a więc to nie pora na eksperymenty, niezależnie od tego, co sugeruje Ci brat/mama/najlepszy przyjaciel, albo ta śliczna dziewczyna, na którą regularnie wpadasz w bibliotece. Jesteś wzrokowcem? Super! Pora otoczyć się wykresami i obrazkami. Wolisz uczyć się przez słuchanie nagranego materiału? Może mógłbyś/mogłabyś nagrywać swoje notatki! Możliwości jest multum!

2. Trzy notatniki. I więcej. Przed obroną używałam jednego dużego kołonotatnika na notatki spisywane ręcznie + dokumentu Google, który potem wydrukowałam, zbindowałam i uzupełniłam dopiskami + notatek na luźnych kartkach + fiszek ze szczególnie trudnym materiałem i pojęciami, których nie mogłam zapamiętać. Podzielenie materiału na kawałki pozwoliło mi nie wpaść w rutynę, a dodatkowo kilkukrotne przepisywanie notatek w różnych formach dosłownie zmusiło mnie do mimowolnej nauki “przy okazji”.

3. Kodowanie kolorystyczne. Porządkowanie i organizacja notatek są niemalże tak istotne, jak samo ich robienie (lol). Im lepiej podzielone, tym łatwiej jest potem znaleźć potrzebny materiał. A im łatwiej znajduje się potrzebny materiał, tym mniej stresu wiąże się z nauką. Chyba będę musiała sklecić na ten temat osobnego posta, ale na razie powiem jedno: kiedy już się załapie odpowiedni system, używanie kolorów do organizacji notatek jest jak bułka z masłem. I stanowi świetną wymówkę do zakupowego szaleństwa w sklepie papierniczym.

4. Upiększanie. Świetnie wiem, jak to jest BRZYDZIĆ SIĘ własnego materiału do nauki, uwierzta mi, Panie i Panowie. Na całe szczęście doskonałym antidotum jest włożenie odrobiny wysiłku w uczynienie notatek śliczniutkimi jak obrazek. No bo… Przecież i tak będziecie to wszystko spisywać, nie? Dlaczego więc nie zabawić się w artystę (lub też przedszkolaka, jak wolicie) i poorać te wszystkie strony szlaczkami, kolorkami i wymieszanymi czcionkami? Ja osobiście szczycę się warstwą wizualną moich notatek. Czasem bardziej niż treścią. No ale dobra – przynajmniej będzie co pokazywać potomnym.

5. W pociągu, na drągu. Czyli nauka wszędzie. Powinniście widzieć moje mieszkanie (w tym miejscu chciałabym przeprosić moją siostrę/współlokatorkę oraz moich rodziców, którzy podczas tych trudnych dwóch miesięcy przygotowań znajdowali moje notatki dosłownie wszędzie; tak, także w łazience). Nie było takiego miejsca, z którego nie wyskakiwałaby na mnie jakaś teoria albo definicja. I bardzo dobrze – bo to znowu sprzyja tzw. mimowolnej nauce. Nawet o tym nie myślisz, a zapamiętujesz!

6. Ucz się za dnia, powtarzaj po zmroku. Teoretycznie oczywiście zależy to w pełni od Twoich osobistych preferencji, ale ogólna zasada jest taka, że najlepiej jest uczyć się nowego materiału za dnia (a szczególnie rano), zaś powtarzać go wieczorem, czy wręcz przed samym położeniem się do łóżka. Nauka (kocham Cię, nauko!) dowodzi, że powtórki przed snem są tak skuteczne dlatego, że tzw. szlaki białkowe w naszym mózgu konsolidują się (tzn. tworzą i utrwalają) właśnie wtedy, gdy śpimy. A więc lepiej przygotuj sobie podkurek (wiecie, co to jest podkurek?) pełen białka iii do dzieła!

7. Mieszaj i miksuj. Wspominałam o tym wcześniej, ale jest to kwestia tak ważna, że chyba zasługuje na osobny akapit: Rutyna Cię zabije. A nawet jeśli nie, to zabije Twoje szare komórki. Wiem, że każdy może mieć do tego trochę inne podejście, ale osobiście jestem wielką zwolenniczką nauki naprzemiennej. Raz biologia mózgu, raz psychologia społeczna. Raz statystyka, raz psychoanaliza. Wielogodzinne wałkowanie tego samego materiału jakoś nigdy mi nie sprzyjało, a regularne zmienianie rytmu czyni naukę jeśli nie przyjemną, to choć odrobinę bardziej ekscytującą.

Dajcie znać, jeśli macie jakieś pytanka albo przemyślenia i czy chcielibyście osobnego posta na przykład o kodach kolorystycznych!

1 copy

 

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s